RSS
czwartek, 23 lutego 2012
Ludzie stają się piękni, kiedy grają. Czy to znaczy, że tak naprawdę są piękni, czy dopiero emocje towarzyszące grze ich upiękniają?
No może inaczej to jest z np. muzykami behemotha... A może nawet nie?
Mam katar. Ale cud się wydarzył. Zmywarka zreperowała się sama i nie muszę rwać paneli.
21:02, miandas
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 05 lutego 2012

ściągnąłem sobie dwa albumy (legalnie, w d*?!#ie mam acta, akta, no może nie akty :-P ).

 

Mohammad Reza Shajarian "bidad"

 

 

i

Avishai Cohen "at home"

 

Pierwszy to Pers, a drugi - Żyd (nie mam pewności, co do dużej litery, ale jak piszę w takim znaczeniu, to duża litera wydaje mi się właściwsza).

Pierwszy: śpiewa tradycyjną muzykę perską, drugi: jest muzykiem jazzowym.

Inne narodowości, inne światy muzyczne. A znalazłem ich jednego po drugim!

I po cholerę się zbroić? I nawet na wódę nie można zwalić, bo teoretycznie te narody nie piją.

 

Coś słaby jestem, chory jakby? Po badaniach okresowych mnie doktory nastraszyły, że hej.

Hej, hej, hej (cytat, tylko nie pamiętam, czy z maryli R., brathanków, golców, a może zakopałerów? )

A w ogóle to nie piszę, bo mi niewygodnie się logować, czasu nie mam, no i właśnie jakoś nie jestem zdrów.

 

Ale za tydzień na narciochy. i wiuuuuu (i tu też mam wrażenie, że kogoś cytuję, ale żywcem nie wiem, kogo, to pewnie wiatr).

środa, 07 grudnia 2011
I znów zbliża się koniec roku. A może KONIEC-CYWILIZACJI-JAKĄ-ZNAMY??? W końcu kryzys, toponieją lodowce i Arabska Wiosna na dodatek... Życie moje jest nader nudne, dużo pracuję, ale z drugiej strony, baaaardzo mi się podoba i jeśli czasem łapię doła, to wybacz mi Boże. Szkoda, że w sumie mam z Bogiem duży problem, który sprowadza się do tego, że w sumie nie mam z nim (z Nim?) problemu :) Warto sobie jednak uzmysłowić, że koniec świata, to raczej koniec człowieka, może nawet "jedynie" cywilizacji. Gdzieś tam w kosmosie będzie nowy dzień i jak co rano trzeba będzie iść do roboty. Na tę okoliczność proponuję płytę Gidona Kremara/ Kremerata Baltica "Hymns and Prayers". I szklaneczkę whisky (ew. whiskey) - sprawdzam właśnie skuteczność. Pomaga. PS Umieściłem tagi do wpisu i naplułem na tablet ze śmiechu)
czwartek, 03 listopada 2011
Znacie tę reklamę. No tę.... Zamocz i poliż.... JEST OBRZYDLIWA. Feeeee
20:03, miandas
Link Komentarze (2) »
niedziela, 21 sierpnia 2011
To nie będzie o chodzeniu do kościoła. Po prostu krotka migawka z przeszłości. Niedzielne południe. Upał. W telewizji transmisja z watykańskiej mszy świętej z papieżem. Zapach kawy parzonej z fusów, papierosów ojca, z kuchni dochodzi jeszcze woń rosołu. Lekki przeciąg. Mnie boli głowa. Jak zwykle w niedzielę. Dzieciństwo...
czwartek, 23 czerwca 2011

 I znów minął miesiąc. Wystarczająco dużo, żeby dwukrotnie albo nawet trzykrotnie skosić trawnik. Krzewy w ogrodzie, pomimo niesprzyjających okoliczności (dodany przeze mnie nawóz o mało je nie spalił), podrosły.

W tzw. międzyczasie obserwowałem zaćmienie księżyca. Takie zjawiska konfrontują nas z bezmiarem kosmosu i czasu, a być może jakoś odwrotnie.

 

Dzieliłem się z żoną...

No tak, bo ja, proszę nielicznego Państwa, większością swoich pomysłów zamęczam żonę, zamiast się produkować np. tutaj...

A było to jeszcze zanim nastąpiło zaćmienie.

Ale bardzo niedawno.

 

Człowiek ze swoim wyobrażeniem świata, boga (ów), kosmosu.

Nasz czas jest marnym wycinkiem tego, co dzieje się na Ziemi. Czym jest kariera człowieka, jeśli nie epizodem? Jakie prawo mamy stawiać znak równości między końcem człowieka, a końcem świata? Przed nami umierały całe światy roślin i zwierząt, epoki postępowały jedna za drugą, niczym przewracane stronice.

Co w takim razie znaczy człowiek?

Nie różnimy się niczym od dowolnej populacji pasożytniczych bakterii, które do końca wykorzystują swojego żywiciela, ginąc następnie wraz z nim. Ma to sens, ponieważ jest to częścią wielkiego łańcucha pokarmowego, przyczynowo – skutkowego, koła życia. Nasz wpływ na świat, zanieczyszczenia, efekt cieplarniany – to nic innego. Świat się zmieni. Być może wykończymy się całkowicie ale ŚWIAT BĘDZIE ISTNIAŁ.

Przyjdą nowe gatunki, nowe ewolucje, życie się nie podda tak łatwo, tylko my tego już nie zobaczymy. Jesteśmy jednodniowymi motylami w czasoprzestrzeni.

 

Jeśli teraz wzniesiemy się ponad naszą planetę, łatwo się okaże, że Ziemia jest okruchem materii, którego nawet nie można dojrzeć w bezmiarze kosmosu. Który był zanim była nasza planeta i będzie również po niej.

 

Jak w takim razie wytłumaczyć deklaracje różnych bogów o ich powinowactwie do człowieka? Tylko jako film wymyślony przez ludzi i puszczany ludziom, by łatwiej było znieść świadomość, że tak naprawdę jesteśmy niczym.

 

Paradoksalnie – może to wszystko być dowodem istnienia boga. Ale boga RZECZYWIŚCIE WSZECHMOGĄCEGO, w którego planie jest jakieś miejsce dla człowieka, jednak nie takie, jakie sobie wyobrażamy. Jesteśmy częścią boskiego planu, jak piasek, meduzy, wulkany, księżyc, galaktyki i czarne dziury.

 

I zadzierajmy głowy gapiąc się na zaćmienie. To musi mieć jakieś znaczenie ewolucyjne – dostrzeganie bezmiaru kosmosu, zachwycanie się pięknem, sztuka. To nic, że to wszystko, co nazywamy duszą, jest tak naprawdę produktem przyrody.

Możemy jednak gapić się na ten księżyc bez wstydu. I może być nam miło.

 

Moje psy są szczęśliwe i chyba się nad tym specjalnie nie zastanawiają.

23:28, miandas
Link Dodaj komentarz »
piątek, 13 maja 2011
juz wiem, kim chcialbym byc. Starym zrzedliwym dziadem przepedzajacym dzieci z podworka ponurego domu na przedmiesciu. Takim, wiecie, z disneya.
17:56, miandas
Link Komentarze (3) »
czwartek, 28 kwietnia 2011

Wygląda na to, że rzadko piszę. A przynajmniej ostatnio długo coś nie pisałem.

Hmmm.... pewnie dlatego, że jak człowiekowi dobrze, to co będzie siedział w internecie. Real, to real - każdy to powie. Każdy, kto aktualnie nie siedzi w necie.

Jak mam to powiedzieć?

Ciężko ze mną wytrzymać. Tak to chyba wygląda. Jestem przemądrzały, złośliwy i zamknięty na potrzeby innych. Może nie cały czas. Ale BYWAM.

Raz rzadziej, raz częściej.

Naprawdę się staram. I wtedy, kiedy mi się wydaje, że mi się udało, okazuje się, że jest jeszcze gorzej niż zwykle.

A podobno, jak się wkurzę, to wyglądam, jakbym zaraz miał bić.

Kurcze, od dziesiątków lat nikogo nie uderzyłem... (no nie, skłamałem - udarzyłem byłą żonę swetrem, ale niechcący, faktem jest, że w czasie wkłótni).

No właśnie, życie ze mną to nie jest bajka. Generalnie, to dziwię się, że są tacy (taka?), co ze mną jeszcze wytrzymuje. Boję się, że już niedługo.

Dlatego właśnie, podsumowując, nie bardzo mam się do kogo czasem odezwać. Jak mi powiedziano - z tego powodu nie mam przyjaciół.

Tak, jasne - to brzmi jak szopka pod tytułem: "buuu... nikt mnie nie lubi".

No dobrze - nawet jak mam doła, i nawet wobec siebie - ale nie potrafię pozbyć się ironii i pokusy obśmiania. Prawdopodobnie dlatego nawet w sobie nie mam przyjaciela.

Swoją drogą, to trochę chamstwo, że są chwile, kiedy człowiek jest tak sam, że nawet w sobie nie jest towarzystwem dla siebie.

Oczywiście często są takie chwile, że wydaje mi się, że daję radę. Zapraszam jakichś ludzi do siebie, jestem przyjaźnie nastawiony, staram się pomagać bliskim - no - daję radę.

Tym bardziej jest bolesne, jak się spadnie i okazuje się, że to o kant d.py. Że wszystkie wysiłki i tak nic nie były warte.

Strasznie mi się nic nie chce. Tak potwornie mi się nic nie chce. To straszne, jak mi się nie chce.

______________________________

Raczej nikt tu nie wchodzi. Ew. jedna znająca mnie osoba. Wszystkich proszę o niekomentowanie tego postu. W sumie mógłbym założyć jakiegoś bloga, o którym nikt by nie wiedział, ale szkoda mi czasu, poza tym tu jednak zostawiłem trochę swoch śladów. Ale nie piszę tego po to, by ktoś to czytał. Czasem tak, ale dziś nie. Muszę coś powiedzieć. Sobie. Chyba sobie. Jakoś lepiej mi się pisze - tak, by czasem móc do tego później wrócić. Dlatego piszę tu. Ale proszę nie odbierać tego jako teatru, prezentacji. Ot, taka jakaś terapia, czy coś.

_____________________________

Pocieszanie mnie obecnością Boga nie jest skuteczne.

_____________________________

Pocieszanie typu "masz dla kogo żyć" nie jest skuteczne

_____________________________

Pocieszanie typu "robisz tyle dobrego dla innych" nie jest skuteczne (albowiem: 1) nie robię "tyle dobrego", 2) to moja praca "robię dobrze" od 8 do 15 czasem całodobowo, jak k.rwa).

_____________________________

Pocieszanie typu "jesteś dobrym ojcem" nie jest skuteczne (zapytajcie zresztą moją byłą żonę (he, he)

_____________________________

Pocieszanie piwem jest średnio skuteczne ale na krótką metę (ktoś bliski jest alkoholikiem, obecnie zresztą niepijącym, więc picia mam, jak mawia pewna pani dyrektor, "po kokardę" od dziecka.

____________________________

Sen przynosi ulgę ale źle śpię.

 

Jest coś w tym, że najlepiej czuję się w moim zaniedbanym ogrodzie. Trochę to brzmi jak przenośnia czy symbol, ale miałem na myśli ogród jako taki - mój, z drzewami, trawą i mszycami.

23:47, miandas
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 08 lutego 2011

Przeczytałem 2 książki Stokowskiego. Samo-loty właśnie i stroiciela lasu. I nie wiem. Czy te książki są wesołe, czy smutne? Czy główny bohater miał w życiu pecha, czy szczęście? Czy jest godzien żałowania (ale nie pożałowania!) czy zazdrości? Wygrał życie, czy przegrał?

Miałem takie poczucie przy czytaniu stroiciela: niby wiedziałem, że to wszystko, co czytam, to nie jest prawda, tylko wyobraźna głównego bohatera. A jednak bardzo, ale to bardzo chiałem, żeby to była prawda. I kiedy na koniec okazało się, że to nie jest prawda, było mi przykro.

Czytałem i na przemian, śmiałem się i płakałem.

czwartek, 20 stycznia 2011
Niewiara w boga pewnie jest jakims problemem dla niektorych ale ja mam z tym spokoj. Ja nie wierze w ludzkosc.
23:43, miandas
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5